środa, 16 września 2015

SS Elite - Max Williams - część I


SS Elite. Czekałam na tą książkę od marca. W sierpniu w końcu ją otrzymałam: po bojach i kolejnych premierach, które się nie odbywały. Imponujące tomiszcze wydrukowane na papierze kredowym, ważące ponad dwa kilogramy przybyło do mnie z Wielkiej Brytanii. Jest to leksykon przybliżający sylwetki wysokopostawionych członków SS. Pierwszy tom, który opisuje obejmuje nazwiska od A do J.
     Miałam wobec tej książki bardzo wysokie wymagania. Spowodowane były ciągłymi zmianami terminu wydania pozycji. Zdawało mi się, że Williams koryguje wszystkie niedociągnięcia i przez to zamiast na wiosnę otrzymałam książkę w ostatnich dniach lata. Spodziewałam się materiału na miarę williamsowego Himmlera. Niestety... Zawód. Głęboki i przykry.
      Są nazwiska znane (Daluege, Hess, Himmler, Heydrich etc.), ale też ludzie, którzy przez pewien czas pełnili wysokie funkcje w SS, ale szybko ich zdjęto i przepadli w mrokach historii. Jeśli chodzi o te sylwetki to Williams zrobił akurat dobrą robotę. Natomiast ci znani i nielubiani... No cóż, jest fatalnie. Bibliografia praktycznie nie istnieje! Znajdują się w niej popularnonaukowe pozycje, plus fora internetowe! Zgroza! Przypisów nie ma.
    Przejdźmy do tego, co nas najbardziej interesuje, czyli do Heydricha. Rozdział o nim jest fatalny. Jest absolutnie do zsypu. Błędów i zmyśleń jest tyle, że wydaje mi się, że Williams wynajął kogoś, żeby napisał mu ten tekst, a on sam tylko wrzucał zdjęcia. Niepojęte jakie mamy tam babole. Z pierwszej strony: Heydrich miał brać udział w walkach na Śląsku (źródła oczywiście nie ma) w 1919 roku... Jego chrzestnym miał być baron von Eberstein (w istocie to jego chrzestną była pani von Eberstein, a chrzestnym był Ludicke, radca sanitarny z Halle, znajomy Brunona Heydricha), nieco dalej pojawia się czterech zamachowców (sic! to jakaś plaga ostatnio!). Williams, który parę lat temu popełnił dwutomową biografię Heydricha pisze o nim takie głupoty, że to się w głowie nie mieści. I o ile w przypadku Heydricha mogę wszystko zweryfikować, to nie zajmowałam się nigdy innymi esesmanami do tego stopnia, żeby oddzielić ziarno od plew, ale zakładam, że sytuacja jest analogiczna i spotkamy tam podobne kwiatki.
    Co do zdjęć. Zdjęcia u Williamsa zawsze są super. Ma bardzo bogatą kolekcję, którą dawkuje swoim czytelnikom tak, by starczyło na kilkanaście książek, a on miał z czego wyżyć. Jeśli chodzi o Heydricha zamieścił parę pereł: dwa zdjęcia nastoletniego Reinharda w Halle, zdjęcie na jachcie z okresu marynarki, Heydricha z synami u fryzjera i inne tego typu atrakcje. Niestety moim zdaniem to nie zmazuje tragicznego tekstu tej książki. Krótko mówiąc: jeśli chcecie popatrzeć na różne, dziwne zdjęcia esesmanów, to droga wolna: kupujcie i bawcie się dobrze. Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć, to szkoda waszych pieniędzy.

Umieszczam dwa ze zdjęć. Tym razem watermarki są większe i zawierają ostrzeżenie dla rosyjskiej części widowni. Źródła zdjęć: Max Williams, SS Elite, vol I, wydawnictwo Fonthill Media


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz