poniedziałek, 12 czerwca 2017

Pogłoski o mojej śmierci są przesadzone

Tak. Żyję, mam się dobrze, książka również. Utyło jej się do ponad 480 paru stronek i liczba stale wzrasta, a ostatnio naprawdę dynamicznie, bo po trudach i brudach udało mi i Kasi, wyrwać z Drezna potężną torbę dokumentów, która przedstawia nam szczegółowo kontakty pomiędzy rodziną Krantz a Heydrich. Jest tego naprawdę cała góra i jak się okazuje, sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż malowali to dotychczasowi biografowie Heydricha, twierdzący, że od rodziny się zupełnie odciął. Sam Reinhard H ze swoim wujostwem i kuzynostwem od strony matki, dogadywał się bardzo dobrze: wspomagał wuja w znalezieniu zatrudnienia, zapraszał do siebie ciągle swoją kuzynkę, która w listach do swojej matki pisała często: U Reinharda jest bardzo miło. Jest też sporo listów, w których rodzina wymienia się wrażeniami z pogrzebu kuzyna. Bardzo to wszystko fascynujące i naprawdę unikalne - wcześniejsi biografowie po prostu tego nie ruszali.
Jak nie ruszali pewnego osobliwego zdjęcia rocznego Reinharda z rodziną, które mam nadzieję uda mi się pozyskać do książki.

A co do filmów: nie oglądajcie. Nie są warte waszego czasu i tylko zrobią Wam wodę z mózgu.
Lepiej poczekać jeszcze tydzień, dwa i iść na "Tubelight" z Salmanem Khanem - i to mądrzejsze, lepiej zagrane, mniej szkodliwe i z fajnymi piosenkami.